Jestem psychologiem zajmuje się od ok 10 lat tematyką internet - człowiek, a od około 7 tamatyką ehandlu (nie tylko w Polsce) - muszę przyznać że takie badania są potrzebne ale dla firm które je wykonują (podchodzi to pod działania marketingowe i promocyjne firmy) na ile one są miarodajne a na ile statystyczną fikcją mogą odpowiedzieć firmy które skorzystały z tego - mówimy tu o małych sklepach nie o wielkich typu merlin.pl. Prawdą jest że gdy grupą docelową byli użytkownicy z rocznika które informatykę zaczął mieć w liceum to takie badania się sprawdzały ale w Polsce tego jeszcze nie było tak bardzo nagłośnione. Natomiast gdy użytkownikiem stało się pokolenie "wychowane" w dobie internetu to te badania już pozostają tylko statystyczne. Więc z rzeczywistą nie mają raczej nic wspólnego (są wyjątki ale sporadyczne bardziej są to przypadki losowe) Działa ta sama reguła statystyczna gdy GUS podaje dane o średniej pensji (widać wtedy jak każdy na to reaguje - zwykle te dane nie mają nic z tym co widzimy w rzeczywistości). Tzw "zachód" już przerobił i podobnie my musimy ten statystyczny bełkot przerobić. Wiem że wiele osób ze mną się niezgodzi nawet nie powinno - ale proszę przemyśleć ile % prawdy podajemy w ankietach a ile zmyślamy (Kolejny przykład - wybory prezydenckie i parlamentarne statystycznie ok rzeczywistość kompletnie inna). Tematem który łączy się z artykułem to piękne słowo "użyteczność" - znowu opierana na statystyce informacja o użytkowniku. Ile razy przeprowadziłem test na studentach pokazując stronę "użyteczną" i "nieużyteczną" to za każdym razem "użyteczna" była "nieużyteczna" a "nieużyteczna" została "nieużyteczna" paradoks możliwe ale coś w tym jest może to dlatego że jesteśmy tacy różni i jednemu przycisk będzie odpowiadał po lewej stronie a innemu po drugiej a jeszcze inny wogóle w niego nie kliknie. Jedynie co pozostaje to z dystansem podchodzić do opinie ekspertów i badań statystycznych a wnioski wyciągać sobie pod konkretne warunki biznesowe w internecie.

vladziu (23) Kompletnie nie rozumiem trzech pierwszych wypowiedzi. Czyżbyście byli dofinansowywani przez konkurencję P4? Mam tam abonament (w zasadzie 2) od samego początku. Usługi jakie mi oferują są w mojej ocenie na bardzo dobrym poziomie w porównaniu z innymi sieciami (wiem to z doświadczenia). Rozmowy wideo w tej samej cenie co głosowe. Nie narzekam na zasięg, chociaż nie mieszkam w dużym mieście. Do tego najbardziej dla mnie istotna sprawa w ostatnim czasie to zmiana właściciela numeru telefonu załatwiona od ręki i za darmo. Nie jest to sieć "złota", ale dla mnie najważniejszą sprawą jest sposób traktowanie "starego" klienta a nie wabienie nowych i na tym polu P4 wywiązuje się ze swoich obowiązków świetnie.
Panuje powszechna opinia, iż P4 stosuje ceny dumpingowe. Utarta i głupia, bo skoro sieci VOIP mogą sobie pozwolić na cenę 0,40zł (brutto) za połączenie na telefon komórkowy i 0,09zł na stacjonarne w całym kraju, to dlaczego P4 nie może dać 0,47zł?
Utarte opinie pozostałych "graczy" na rynku telefonii komórkowej nie interesują mnie zbytnio. Zapalił im się grunt pod nogami i musieli coś powiedzieć na pytania swoich abonentów o tak niskie ceny.
Jak słyszę "Microsoft" i "ekologia" to natychmiast przypomina mi się pewna rozmowa telefoniczna, która szła mniej więcej...
"Dzień dobry, wpadło mi w ręce całkiem sporo starszego sprzętu, i chciałbym się dowiedzieć jakie są opcje zakupu licencji Windowsa 98..."
"Niestety nie ma takiej możliwości. Ale może pan zakupić Windows Vista"
"Cóż, to są nieco starsze komputery, obawiam się że nie uciągną Visty"
"Więc musi pan dokonać upgrade'u..."
"To może lepiej zainstaluję na nich Linuksa"
Cytaty z tej strony:
"Przy współpracy ze światowym liderem sadownictwa, Windows Explorer zasadzi 250 000 drzew"
i
"Po sześciu tygodniach opiekowania się wirtualnym drzewem Windows Explorer ufunduje posadzenie jednego drzewa."
Lol jak lubię czytać taki marketingowy bełkot. Przypomina mi to stary dobry humor Monthy Pythona :)
Ale teraz z przyjemnością powiem:
Poczekaj, oddzwonie do Ciebie :-)
Ukończona uczelnia mało ma tu do rzeczy. Informatyk uczy się całe życie. Informatyk po Politechnice przesrał życie. Może i łatwiej (teoretycznie) znaleźć mu pracę, ale z tego co się uczył, gdy zacznie się specjalizować, zostanie mu tylko trochę informacji a wiedza nie wykorzystywana ulega zapomnieniu. Ukończona Politechnika czy AGH wcale nie są gwarancją łatwiejszego zdobycia pracy, a można żałować, że nie poszło się na zaoczne lub wieczorowe i nie zdobyło trochę doświadczenia zawodowego, które zwykle jest dla pracodawcy ważniejsze.
Moralność Kalego i hipokryzja. Ja też powiem, że nie wiem kto mi programy w domu na kompie instaluje - może chomik, może mrówki faraona. I prokurator umorzy moją sprawę?
Co za bzdury. Każda umowa ma swój numer i kontrachentów. Wg. prawa żadne oficjalne formularze nie obowiązują. Wystarczy napisać pismo w dwóch kopiach w którym trzeba się powołać na oznaczenie umowy, czego umowa dotyczy i z kim jest zawarta, oraz termin rozwiązania tejże umowy powołując się na stosowny paragraf tejże umowy. To wszystko. "miła pani z BOK" ma psi obowiązek przyjąć umowę, na na kopii klienta przystawić pieczątkę "wpłynęło" wraz z podpisem. Jeśli "miła pani z BOK" nie chce wykonać tych ustawowych obowiązków, wzywamy policję i przy policji składamy wypowiedzenie, a od policjanta bierzemy kopię raportu ze zdarzenia. niestety z policją trzeba poalczyć zanim przyjedzie, ale w końcu przyjeżdżają. Na wszelki wypadek dobrze mieć włączony dyktafon podczas składania takiego wypowiedzenia, przed rozpoczęciem rozmowy trzeba poinformować "miłą panią w BOK" że rozmowa jest nagrywana, i to ma być integralna część tego nagrania.
Jeśli po takim skutecznym złożeniu wypowiedzenia i upłynięciu terminu wypowiedzenia nadal przychodzą faktury, nie płacimy ich tylko od razu zawiadamiamy prokuraturę o próbę wyłudzenia pieniędzy.
Z tÄ… firmÄ… inaczej siÄ™ nie da. ZresztÄ… nie tylko z tÄ….
To jeszcze nic.Rok temu dokonałam przepisania umowy z mojego dziadka na moja mamę.Dostałam do rąk umowę z pieczątką,podpisami itd.Z niewiadomych przyczyn nie weszła w życie.Wysłałam od tamtej pory około dziesięciu reklamacji-żadna nie została rozpatrzona.Dzwoniłam do wszystkich możliwych miejsc,salonów i punktów obsługi,nikt nie potrafił mi powiedzieć,co było powodem niewejscia w zycie umowy.Dowiadywałam sie po kolei,ze "prawdopodobnie" brakuje tego czy innego dokumentu,posłusznie dosyłałam ich kopie(choć przy podpisaniu nowej umowy wszystkie te dokumenty okazałam).Nic się nie zmieniło,nikt nie kiwnął palcem by coś załatwić.Wychodzi na to,ze dostałam zupełnie bezwartościowy dokument i nikt absolutnie nie odpowiada za to!!
Nikt ani razu nie zadzwonil do mnie z zadnym wyjasnieniem,nikt nie chial w ogole zajac sie ta sprawa-odpowiedzialnych za to po prostu NIE MA.
Tak minÄ…Å‚ rok.
W czasie tego roku dziadek zmarł...co firmy Orange tez nie interesuje zupełnie-grunt,ze ktos wciaz płaci rachunki,prawda?
Bardzo Was proszę,pomóżcie,nagłosnijcie to,ja już sił nie mam do walki z tą firmą,która wydaje nieważne dokumenty i zupełnie nie liczy się z klientem!!
Smutne,upokarzające,żałosne...
Pomóżcie,proszę,potrzebuję tylko zachować stary numer telefonu-gdyby nie to,juz dawno zerwałabym umowe(choć to jak się okazuje też niełatwe!!!)
Nie dajmy się tak traktować.
M.B.

~raid, by pozbyć się marketingowych smsów musisz napisać maila na bok_(at)_orange.pl podając swój numer, PUK i numer z którego przychodzą marketingowe smsy.
Odpiszą ci grzecznie, że je wyłączyli.
Ale i tak będziesz je otrzymywać.
Później będzie trzeba jeszcze ze 4-5 razy ponowić prośbę, po czym za każdym razem będą grzecznie odpisywać, że to zrobili.
Ale gdy:
1) w temacie maili wymienianych z BOK będzie już kilka Re:Odp:Re:Odp:Re:
2)zaczniesz ich wyzywać w mailach od niekompetentnych debili
3)stracisz nadzieję że da się to załatwić
to nagle marketingowe smsy przestaną przychodzić :)
Tak było przynajmniej w moim przypadku.
